Blog
Dariusz Ged
Ja wiem
Ja wiem mgr sztuki
2 obserwujących 38 notek 14417 odsłon
Ja wiem, 11 stycznia 2017 r.

Fenomen kulturalnej tyranii

631 10 0 A A A
Dariusz Ged

W Polsce mogliśmy zaobserwować w ostatnich latach niezwykłe na skalę światową pokojowe oddanie władzy przez rządzących. Mało tego, że nastąpiło to w historycznym światowym momencie to jeszcze powtórzyło się kilka razy. Każdy kojarzy upadek komuny, rozmowy w Magdalence, okrągły stół, wybory i Wałęsę, czyli wspomniane przez popularnego "komika" z wieców KODu "kulturalne spacyfikowanie opozycji", "dobrowolne, oddolne i pokojowe oddanie władzy". Tak, właśnie tak to przedstawia elita, która tę władzę pokojowo otrzymała, więc czemu mielibyśmy nie wierzyć, że tak było?

Nie ma co się rozpisywać na temat, jak to naprawdę wyglądało, unikatowe dobrowolne oddanie władzy się przecież powtórzyło nie raz, więc te przykłady mogą być ciekawsze do przeanalizowania, a wnioski wspólne dla tych wszystkich cudów nad urną. 

Zacznijmy od dyktatorka Kaczyńskiego, który w rękach miał i premiera, i prezydenta za jednym zamachem, bo był w dwóch osobach. Unikat na skalę światową. Tyran nie potrzebujący sobowtóra, bo został obdarzony dwoma życiami. Kto by odważył się podskoczyć?
Oddał władzę? Oddał! Rozpisał wybory? Przegrał? Nawet nie jedne! Czekał cierpliwie, jak to w demokracji przystało i odzyskał władzę też unikatowo, bo po dobrowolnym, pokojowym, demokratycznym oddaniu jej w kaczystowskie ręce przez totalitarne państwo (lub jak kto woli gruzowisko) Tuska!
Wróćmy jeszcze do tego, czemu Kaczyński zgodził się oddać władzę, będąc małym dyktatorem. Odpowiedź jest banalna. Po prostu miał przekonanie, że wybory wygra samodzielnie, a wtedy pozbędzie się kłopotliwego, a może nawet zdradliwego koalicjanta. Tak się jednak nie stało, bo sondaże i lud go oszukali. Z czymś się kojarzy? Pozostał tylko prezydent, który i tak nie dotrwał do końca kadencji. Tu akurat nie było już pokojowego i dobrowolnego oddania tej władzy, ale przecież to tylko incydent?

Przejdźmy do wiecznego państwa POwskiego, czyli mającego wszystko, media, kasę, sponsorów, samorządy, urzędy, elitę, biznes, obywateli, prezydenta, wiernego koalicjanta, nawet Trybunał Konstytucyjny (choć chyba najbardziej autonomiczny z wymienionych). Nie sfałszowali wyborów? Dobre pytanie. Oddali władzę? Dobrowolnie? Pokojowo? Zatrzymajmy się tu, nie odpowiadając w owczym pędzie, bo pytania nie są jednoznaczne. Proces dopiero dobiega końca. Oficjalnie oddali władzę, czyli pozwolili zaprzysięgnąć Dudę. Przyznali się do porażki, ale tylko dlatego, że już było za późno. Nie spodziewali się jej i nie przygotowali się, jak drogowcy zimą na silne opady śniegu. Miało to jednak podziałać motywująco dla całej machiny totalitarnego państwa obywatelskiego, by wyborów parlamentarnych nie oddać wrogowi. Tuż przed kulminacją walki o "pokojowe oddanie władzy" Platforma totalitarna spostrzegła, że w czystej grze może przegrać z PiSizmem, który szerzył się w społeczeństwie i zarażał niezaszczepionych na kaczyzm słabych obywateli szlajających się po ciemnych zaułkach internetów (takich jak salon24.pl). Na chorobę odporne były tylko lemingi, ale ich żółć i toksyny przestały być skuteczne w hamowaniu zarazy. Zrobiono więc śmiały skok na Trybunał Konstytucyjny i parę innych zabiegów biznesowo-politycznych, by nieoficjalnie dalej rządzić, ale dobrodusznie dać zarazie się narządzić. Rok, dwa i znowu nieudolnego Kaczora przecież się odsunie... dobrowolnie!

No i kolejni naiwni władcy totalitarni tego kraju z nad Wisły się przeliczyli?

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Polityka